artykuł dodany do działu Warsztat reportera

Pinokio project

autor

Wojciech Warecki, Marek Warecki
www.warecki.pl
Artykuł udostępniony przez Autorówpodziel się wiedzą!


Czy nos dla tabakiery, czy ona dla nosa?
Ignacy Krasicki

Istnieje - jak mniemamy - bardzo prosty sposób aby zniszczyć tak bujnie krzewiące się polskie życie polityczne (mające jedyny w swoim rodzaju wymiar ludyczny i dramaturgię porównywalną do "Snu nocy letniej" lub "Chorego z urojenia") a przy okazji większość programów publicystyki politycznej z "Prosto między oczy" i "Co jest z tą Polską?" na czele.

Metoda jest bardzo prosta ale za nim ją wyjawimy kilka słów wstępu.

Dawnymi czasy każdy obywatel starożytnej Grecji lub Rzymu w kanonie swojego wykształcenia posiadał znajomość retoryki oraz erystyki i sofistyki. Czyli musiał wiedzieć jak pięknie przekonywać słuchaczy do swoich racji i jak się bronić prze manipulacjami i nieuczciwymi metodami dowodzenie demagogów.

Jaka jest relacja pomiędzy demokracją, mediami i perswazją? Obywatel grecki, który nie znałby się na sztuce retoryki i sztuczkach sofistów, występujących przed sądem mógł w zasadzie stracić cały majątek (musiał tam występować osobiście). W innych sytuacjach spornych lub w celach samokształceniowych wolno mu było wynająć sofistę (kogoś na kształt filozofa rewolwerowca), który za niego wygrywał debaty. Sofistyka stała się synonimem nieuczciwości w dyskutowaniu i argumentowaniu. Celem sofisty stało się nie dociekanie prawdy, a wygranie sporu - poniekąd bez względu naprawdę (Aronson, Pratkanis, 2003).
Najwybitniejszym z nich był Protagoras, który swoje credo wyraził "w dwóch, na pozór niewinnych maksymach""Człowiek jest miarą wszechrzeczy" oraz "Istnieją dwie strony każdego problemu" (tamże, str. 17).
Sofiści uważają, ze coś takiego jak prawda absolutna nie istnieje, a wszystkie kryteria ustala człowiek i od niego tylko zależy ocena, co jest fałszem a co prawdą. O tym, jakie zdanie w kwestii korzyści i szkód płynących z perswazyjnej biegłości sofistów może mieć społeczeństwo, najtrafniej powiedział Cyceron: "Mądrość pozbawiona elokwencji nie zdała się państwom na wiele, ale elokwencja pozbawiona mądrości była często wielką przeszkodą, korzyścią zaś - nigdy".
Zdaniem psychologów, najistotniejsza różnica pomiędzy czasami starożytnych Greków i Rzymian a współczesnymi, polega na sposobie, w jaki uczymy ludzi radzić sobie z manipulacjami i perswazją.
Kiedyś obywatel otrzymywał w tej materii poważne wykształcenie, a obecnie jest praktycznie pozostawiony sam sobie, dlatego wielu z nas nie umie sobie radzić zarówno z manipulacjami "sprzedawanymi" przez mass media, jak i z tymi, które spotykają nas w rzeczywistym życiu zawodowym i prywatnym. Starożytne kultury uważały, że umiejętności retoryczne (w tym obrona przed sofistycznymi manipulacjami) były podstawą wykształcenia każdego światłego obywatela, aby mógł poradzić sobie w sądowym w sporze, od którego często zależało jego życie czy majątek. Jesteśmy ubożsi o te umiejętności i może dlatego nie możemy w pełni dojrzale i świadomie uczestniczyć w życiu społecznym i politycznym, albowiem padamy, co chwila, łupem demagogów, erystów i sofistów zarówno w bezpośrednich relacjach interpersonalnych, jak i za pośrednictwem mediów. [1]

Współczesnym areopagiem są mass media i to właśnie w nich dniami i nocami dyskutują politycy i dziennikarze. Jeżeli ich zapytać, "czemu to służy?" ("Kto za tym stoi?" lepiej się nie pytać) to zawsze niezmiennie gdzieś na czele listy celi i wartości jest prawda i dobro powszechne. Niemniej... "Cóż to jest prawda?" Mimo, że Piłat raczej nie parał się dziennikarstwem telewizyjnym nieoczekiwanie musiał odpowiedzieć na to pytanie z efektem, który chyba nie do końca go zadowolił.
Nie pamiętamy, aby kto ktokolwiek publicznie powiedziałby, że idzie mu o to, aby wielce szanownym uczestnikom dyskursu publicznego i odbiorcom mediów (również szanownym ale trochę mniej - trzeba znać swoje miejsce w szeregu) świadomie namieszać w głowie lub - co nie daj Boże - zmanipulować ich do imentu (cokolwiek to nie znaczy).
Nie. Zawsze prawda i tylko prawda, czyli jak mawiał Św. Tomasz "zgodność rozumu z rzeczywistością" (ale co zrobić jak rozum "pomieszany" panie i panowie?).

Zresztą tam gdzie mass media i ludzie (jakże zawodni, nawet, jeśli postawili sobie Wiktora na kredensie w stołowym) zawsze znajdziemy niemiłe ślady manipulanci i zapędy (godne mistrza Protagorasa i jego kolegów). Oni to, którzy zawsze czy chcemy nie, każda sprawę - niczym wędzoną flądrę - ujmą w dwa palce i w telewizorze pokażą nam , że niechybnie ma dwie strony i jest wędzona w "określonym" celu.

Sęk w tym, że jeżeli owe manipulacje zdarzają się często przed oczami i uszami milionowych widowni (nawet, jeśli jest nie do końca przytomna i czujna) można domniemywać, że wyrządzą szkodę "na ciele i umyśle" odbiorców, co można dowieść nawet powierzchowną znajomością historii a także faktem, że są jeszcze i tacy, co dziś chwalą Stalina czy nawet Wojciecha Jaruzelskiego.

Czy nie ma na to jakieś rady w dobie dynamicznego rozwoju mediów, zwiększania ich interaktywności i ilości informacji, jakie niesie obraz telewizora: różnych pasków i listewek na dole, z boku a może a nawet i u góry ekranu? Czy nie dało by się zrobić coś takiego, aby w elektronicznych mediach zrealizować prawo greków i rzymian do zachowania integralności i przytomności zmysłów i trzeźwości osądów (być może nawet można by przy tej okazji konstruktywnie sięgnąć po zdobycze psychologii społecznej)?

Wyobraźmy sobie oczami ducha kolejny program polegający na mozolnym poszukiwaniu prawdy przez dziennikarzy i polityków. Tytuł programu i skład personalny akuszerów ma drugorzędne znaczenie. Politycy jak to politycy wymieniają zdania pod postacią mniej lub bardziej sofistycznych argumentów a prowadzący jak to prowadzący mniej lub bardziej pomaga jednej stronie czasem świadomie a czasem nie. Publiczność w ekstazie nabija oglądalność jak może.

A gdyby tak... gdzieś tam poza ekranem za pośrednictwem internetu lub innym technicznym sposobem jeden lub więcej specjalistów( w sensie osób o zupełnie zwyczajnych możliwościach i równie po prostu przeszkolonych) ocenia wypowiedzi uczestników czy zawierają manipulacje (a może nie), co w sposób graficzny uwidacznia się na ekranie za pomocą...czegokolwiek byleby to było czytelne. Zupełnie tak jakby ktoś specjalnie dla nas sędziował walkę bokserską abyśmy wiedzieli czy aby któryś, z zawodnikow nie fauluje. Kto wygrywa musimy orzec sami (chyba, że prowadzący pomoże nam sondą esememsowa aby nas zwolnić z trudu myślenia).

Być może optymalnie byłoby, aby temu z dyskutantów, który kugluje i manipuluje najbardziej rósł nos niczym u Pinokia. Zapewne politycy i dziennikarze, którzy mają zazwyczaj ogromne przywiązanie do swojego wizerunku medialnego nie pozwoliliby nam na to ale zupełnie wystarczyłoby też aby na ekranie pojawiały się punkciki kto używa więcej (być może jakich) manipulacji. Wtedy na koniec programu wiedzielibyśmy kto kręcił a kto nie (może nawet w związku z jakimi sprawami i pytaniami szczególnie).

Konsekwencją takiego zabiegu byłoby to - przede wszystkim, że dyskusje telewizyjne stały by się w krótkim czasie niebywale nudne, pozbawione nerwu, co pozbawiłoby je oglądalności, dziennikarzy pracy a polityków możliwości wpływu na wyborców. Zapewne też szybko doprowadziłoby do "buntu na pokładzie" wszystkich zainteresowanych, ponieważ mało, który miłośnik prawdy chciałby być tak oceniany. Prawda prawdą ale lepiej mieć "dwa granaty w świątecznym ubraniu" i karabin mimo, że - jak każdy pamięta - "zamek mu wylata".

Czy to jest możliwe? Naszym zdaniem bez większego trudu każdy mógłby na ekranie swojego telewizora odbywać, co wieczór kurs erystyki ilustrowany brawurowymi występami naszych nieocenionych osobowości medialnych (bynajmniej nie tylko polityków). Tu warto zaznaczyć, że na tle sofistów tym jaśniejszym blaskiem zaświeciliby retorzy dowodzący swoich racji w sposób uczciwy a nie szalbierczy, sofistyczny.

Naszym zdaniem w zupełności wystarczyłaby diagnoza przeprowadzona odnośnie poniżej przedstawionych manipulacji:


Generalnie nie jest to rzecz nie do opanowania niemniej wymaga pewnej wprawy i praktyki.

Mając takie narzędzie (albo lepsze w tym rodzaju) i kilku sędziów kompetentnych, którzy siedzą sobie każdy u siebie w domu i za pośrednictwem internetu oceniają dyskusję można bez większego trudu zabić polskie życie polityczne. Na ekranie telewizora wyświetlają się ich oceny (na przykład, jeśli w określonym odcinku czasu zgodzą się 2-3 takie same opinie) punkt jest "zaliczony". Zresztą technicznie jest to banał a reszta to kwestia umowy.

W efekcie w powinniśmy uzyskać kilka rzeczy. Jasno byśmy zobaczyli, kto i przy okazji, jakich tematów i sytuacji ucieka się do erystyki a nie do argumentów i po drugie, kto jest - jeśli można takiego słowa użyć - nałogowym sofistą i demagogiem i nie warto z nim rozmawiać.

Naturalnie pozostaje jeszcze problem zwykłych łgarstw ale wtedy to już chyba nikt nie chciałby przychodzić do telewizji bo byłaby gorsza od pentonalu sodu (serum prawdy), wykrywacza kłamstw i elektrycznego krzesła razem wziętych. A może przeciwnie nic by się zmieniło? Któż to wie.

Wykrywanie manipulacji w czasie rzeczywistym jest zupełnie możliwe a eksperci rzeczowi mogliby swój glos dawać chwile po programie. Mogliby formułować swoje głosy niezależnie od siebie nawet na stronach internetowych. Zwiększające się możliwości internetu i telewizji (które - być może - niedługo przekształcą się w jedno medium) i postępująca tendencja do interaktywności utwierdzają nas w opinii, że korzystanie z komentarza (na przykład informacji na ekranie czy stron internetowych) w czasie oglądania rozmaitych programów a nie tylko politycznych debat to tylko kwestia czasu.

Taka forma interaktywnych audycji doprowadziłaby - zapewne - do kilku rzeczy:
Jednym słowem nikt w tym nie ma interesu: ani politycy ani dziennikarze ani właściciele mediów. Widzowie też nie. Morał, jaki z tego płynie jest taki, że dyskurs publiczny, jaki się dokonuje w mediach służy walce politycznej i rozrywce dla gawiedzi a wymiana i ścieranie się idei odbywa się gdzieś na peryferiach poza głównym nurtem medialnego hałasu demokracji.

Ale to nic nowego, bo jak mówił Jerzy Lec: "Kłamstwo nie różni się niczym od prawdy, prócz tego, że nią nie jest."

*****
[1] Na podstawie naszej książki: "Co wpływa na dziennikarzy i na co dziennikarze mają wpływ?", Poltext 2006



polecana praca

reklama

poszukaj książki na ten temat Książki związane z tematem
zobacz także więcej tytułów

Media wyznaniowe w Polsce

Medioznawstwo

Media w Polsce.
Pierwsza władza IV RP

Współczesne oblicza mediów

Media a demokracja

Dziennikarstwo śledcze.
Teoria i praktyka


Wpisz tytuł lub autora i wybierz z listy księgarnię do przeszukania.
Po wybraniu księgarni pojawi się przycisk wyszukiwania.

e-wydania E-wydania. Czytaj na komputerze!
zobacz także więcej tytułów

Charaktery

Computerworld

Foto Akt

Prace z Prawa Własności Intelektualnej

Puls Biznesu

Wprost
zarabiaj Zarabiaj z Reporterzy.info
zobacz także zobacz, kto dzieli się pieniędzmi
Nexto

społeczność


współpraca | o autorze | RSS | sklep reportera | galeria handlowa | usługi finansowe | mapa serwisu | © Bartłomiej Dwornik 2oo1-2o12